Napad na Kononowicza (2015) – napad rabunkowy na kandydata na senatora Krzysztofa Kononowicza, dokonany przez bandę bandycką w Pałacu Prezydenckim dnia 11 września 2015 roku.
Napastnikami byli członkowie bandy bandyckiej: Chomontowski Marek, Biały Marcin oraz tajemniczy Radosław N., który nie był znany Krzysztofowi. Chomontowski był kolegą jednego z lokatorów Konona, wraz z nim na Szkolnej pojawił się też Biały. Cała trójka miała bogatą kartotekę. Mieli oni być wynajęci do prac remontowych, jednak zdecydowali się wyremontować prezydencką łypę i wziąć sobie jego gotówkę. Szczudlak powiedział jakiś czas później, że Kononowicz zwlekał z zapłatą (lub zaliczką), co mogło być powodem ataku. Spontaniczny defekator dysponował wówczas pieniędzmi po zmarłym bracie Bogusiu – pasł się za jego wkład mieszkaniowy z jednej ze spółdzielni. 9 września 2015 podjął z konta 2 tys. złotych na materiały budowlane.
Do napadu doszło 11 września 2015 około godziny 22:30, co dzięki świadkom ustalił sąd, gdyż Kononowicz niespecjalnie potrafił to zrobić. Bandyci zostali wpuszczeni do domu przez jednego z rezydentów belwederskiej noclegowni – Skórczyńskiego Macieja, podejrzewanego o współudział. Od razu w korytarzu rzucili się oni do bicia gospodarza. Pierwszy cios wyprowadził Radosław N., najbrutalniejszy ze zbirów. Mężczyźni Kopali Konona i bili po brzuchu oraz jądrach (obu). Następnie podnieśli go i zaciągnęli do pokoju, żądając pieniędzy. W portfelu w szafie było 1500 zł, a około 500 zł w kieszeni koszuli. Oprócz tego zabrali także telefon komórkowy i słuchawki przewodowe. Gotówkę wziął Chomontowski Marek. Potem zrobili zdjęcia dowodów osobistych lokatorów, wspomnianego Skórczyńskiego i niejakiego Grzegorza N., i wyrzucili ich z domu. Znaleźli młotek i zaczęli pastwić się nad Niżarłakiem dalej. Wyzywali go i grozili, że jeżeli pójdzie na policję, wywiozą go do lasu i zabiją. Kazali kłaść mu rękę na stół, grożąc, że młotkiem pogruchoczą palce. Przyszły brat Konona – Major Suchodolski , który wali z liścia tak, że ludzie spadają z wersalki, uciekł podczas napadu przez okno i ukrywał się. Zgubił wówczas swój telefon komórkowy.
Serce mnie boli, że ja, jak Pan Jezus, nakarmiłem ich, ubrałem, dałem dach nad głową (…) Mieli mi dach i dom wyremontować. A oni co? Wyremontowali mi łypę
Po zdarzeniu obolały Kononowicz wsiadł w Asterkę bożą i pognał na komisariat policji. Prezydent został przewieziony do szpitala, a nazajutrz na skwerze Ludwika Zamenhofa aresztowano Białego, Skórczyńskiego i Wysockiego Jakuba. Ten drugi zapewne był w zmowie z bandą bandycką, a Wysocki, który był znany Krzysiowi, pomagał im tylko rozpić prytę. Tego samego dnia reportaż z miejsca napadu nagrał Krzysztof Niemiecki, który podzielił go na dwie części: Kononowicz próba zabójstwa i bity po jądrach (obu) oraz Kononowicz i Wykrywacz łypa obita ciąg dalszy. Reżyser umiejętnie wplótł w fabułę bohaterskiego pieska Wykrywacza, który miał pomóc policji wywąchać sprawców. Materiały pojawiły się na kanale Kononowicz w olejku lub pomidorkach.
Kononowicz miał siniaki na całym ciele i mocno podbite prawe oko. Twierdził, że ma bóle głowy i nie widzi na oboje oczu. Powiedział, że przeżył tylko dzięki Opatrzności Boskiej.
20 kwietnia 2016 roku sąd wysłuchał opinii biegłych dotyczącej poczytalności Kononowicza. Biegli uznali go za poczytalnego, dzięki czemu mógł występować w postępowaniu jako oskarżyciel posiłkowy1). 1 marca 2016 roku podczas kolejnej rozprawy pojawiła się kwestia poczytalności Kononowicza i wartości jego zeznań. Jeden z obrońców oskarżonych zwrócił uwagę, że w innej sprawie karnej z 2012 roku, dotyczącej gróźb śmierci pod adresem prezydenta Białegostoku Tadeusza Truskolaskiego, Kononowicz został uznany za niepoczytalnego. W tamtej sprawie występował jako pośrednik pomiędzy organami ścigania a Andrzejem Pochylskim, któremu przypisywano zamiar zamachu na Truskolaskiego2).
W postępowaniu dotyczącym napadu sytuacja wyglądała inaczej. Biegli uznali, że Kononowicz nie ma urojeń i jest poczytalny. Ze względu na rozbieżność z wcześniejszą oceną sąd zdecydował o przesłuchaniu psychiatry i psychologa3).
Podczas tej samej rozprawy zeznawał ostatni z lokatorów obecnych na Szkolnej w chwili napadu. 24-letni świadek potwierdził, że napastnicy powalili Kononowicza i bili go pięściami po twarzy oraz całym ciele. Zeznał również, że grozili mu dalszym pobiciem w przypadku wezwania policji. Biegła z zakresu medycyny sądowej oceniła natomiast, że krwiak na twarzy Kononowicza mógł powstać w wyniku tzw. mechanizmu bokserskiego, czyli serii ciosów pięścią. 2 czerwca 2016 roku zakończył się proces bandy. Odbył się on, co nie powinno nikogo dziwić, przy otwartych oknach. Oskarżeni nie przyznawali się, wybielając się: ja nie biłem, tylko Marek, nawet nie wchodziłem do środka, zostałem na ulicy. Chomontowski najpierw mówił, że tego dnia w ogóle nie odwiedził Kśka, dopiero w mowach końcowych przyznał, że był tam, ale ma tak słaby wzrok, że nic nie widział. Dodał: Tam wiele było rzeczy science fiction, niewyjaśnionych, niezbadanych wręcz.
Multirecydywista Biały Marcin dostał najwyższą karę. Został skazany przez sąd na 4,5 roku więzienia. Pozostali sprawcy dostali po 3,5 roku. Każdy z nich musiał dodatkowo zapłacić Kononowiczowi po tysiąc złotych z tytułu częściowego naprawienia szkody. Prezydent domagał się dla złoczyńców 15 lat i początkowo 10 tys., a następnie 30 tys. złotych. Obrońcy oskarżonych wnosili o uniewinnienie. Podkreślali, że prokuratura akt oskarżenia oparła wyłącznie na zeznaniach Krzysztofa. A te były niespójne i pełne konfabulacji. W jego relacjach zmieniała się liczba sprawców oraz poniesione straty, a na początku śledztwa nie wspominał nawet o młotku, którym mu grożono.